Tomini Classics – Klasyki na środku pustyni

Świat ani żadna rzecz która istnieje na nim nie jest tylko czarno-biała. Wszystko co powstało, istnieje albo ma dopiero powstać ma swoje dobre i złe strony. To samo dotyczy się social mediów. Chodź znajdą się przeciwnicy mówiący o złych stronach takich portali ja znajduję się po drugiej stronie barykady.

Dlaczego? Bo to właśnie dzięki możliwości śledzenia innych osób mogłem poznać miejsca które później chciałem odwiedzić. Znaleźć osoby o podobnych zainteresowaniach w innych miastach czy też kontynentach. To właśnie dzięki instagramowi dowiedziałem się o istnieniu Tomini Classics w Dubaju i wiedziałem, że jak już znajdę się na bliskim wschodzie to będę musiał tam zawitać.

Tomini Classics nie jest warsztatem który odrestaurowuje zabytki. Jest to po prostu miejsce które zajmuję się handlowaniem klasykami oraz ekskluzywnymi samochodami na bliskim wschodzie. Wejście do środka tylko to potwierdziło. Od samego progu zostałem przywitany i spytany o cel mojej wizyty. Gdy tylko wyjaśniłem, że przyszedłem pooglądać samochody nikt nie miał nic przeciwko. Proszono mnie tylko aby bez pozwolenia ich nie dotykać i życzono mi udanego podziwiania.  A podziwiać było co!

Pierwszym samochodem który zwrócił moją uwagę było Porsche 911 Carrera 2.7 RS. Sportowa wersja pierwszej generacji kultowego samochodu ze Stuttgardu. Model charakterystyczny za sprawą swojego „kaczego kupra” na tylnej klapie. Jakby zobaczenie jednego nie było samo w sobie czymś wyjątkowym w Tomini stały takie dwa auta.  Przyglądanie się im obudziło we mnie wspomnienia z dzieciństwa kiedy to godzinami grałem w Need For Speed Porsche 2000.

Nie odchodząc daleko od sportowych modeli. Zaraz obok białej 911 stałą drogowa wersja Lancii Stratos. Patrząc na nią miałem mieszane uczucia. Z jednej strony podziwiałem niesamowitą stylistykę lat 70. W szczególności linie która ciągnęła się od samego początku przedniego zderzaka aż do górnej krawędzi przedniej szyby, która następnie płynie przechodzi w masywny tył samochodu.  Z drugiej zaś strony (tu pewnie wchodzi moje zboczenie) brakowało mi na tym samochodzie kultowego znanego z rajdów malowania Alitalii.

Tutaj też miałem okazje zobaczyć pierwszy samochód z Sant’Agata. Lamborghini 350GT jedna ze 135 sztuk które zostały wyprodukowane. Przy tej ilości wszystkie Huracany i Aventadory to już samochody produkowane masowo. Auto które powstało by pokazać Enzo Ferrari, że człowiek od traktorów potrafi robić samochody sportowe. Włoski temperament w pełni. W dzisiejszych czasach księgowych i obniżania kosztów nie usłyszymy już takich historii.

Patrząc na te kilka egzemplarzy ferrari z lat 80 od razu momentalnie w głowie zabrzmiała mi piosenka Jan Hammera z serialu Miami Vice. Chociaż i tak największe wrażenie zrobiło na mnie to Ferrari F512M. Jedyny egzemplarz który wyjechał w tym niesamowitym kolorze o nazwie Azzurro Hyperion, a do tego licznik który pokazuje przebiegiem 655 kilometrów.

Oprócz tych kilku egzemplarzy było jeszcze to.

Chociaż nie jest to oryginalne Ferrari 330 P4, a bardzo dobrze zrobiona replika z elementami oryginalnego samochodu nie mogłem przestać podziwiać tej niesamowitej smukłej sylwetki. Jednak to nie to auto skradło moje serce podczas tej wizyty.

Zanim jeszcze wszedłem do środka przez szybę widziałem tą kultową sylwetkę  pokrytą białym lakierkiem. Od razu wiedziałem, że spędzę przy tym aucie najwięcej czasu.

Tak wiec stanąłem przed Toyotą 2000GT i zbierałem szczękę z ziemi. Może nie jest to najlepszy samochód który kiedykolwiek powstał. Nie jest to nawet najrzadszy samochód jaki powstał na tej ziemi ale jest w nim coś co sprawiło, że świat na chwile zwolnił, a ja chciałem tylko go podziwiać.

Po chwili nie przytomnego wpatrywania się w ten samochód podszedł do mnie jeden ze sprzedawców. Zaczął standardowo od tego jak się czuje czemu tu przyszedłem co lubię by potem płynie stwierdzić: „Widzie jak jesteś podjarany tym samochodem. To może być twoja jedyna okazja w życiu by widzieć ten samochód. Ja go dla Ciebie otworze i usiądź w nim”

Jeżeli wcześniej zbierałem szczękę z ziemi to po tych słowach czułem się jakbym złapał pana boga za nogi i jeszcze buty mu skradł.

W środku podziwiałem całe połacie drewna fortepianowego pokrywającego praktycznie całą deskę rozdzielczą. Cienką i smukłą kierownice o ogromnej średnicy. A na to wszystko zimne wykonane z metalu przełączniki i dźwignie. Wszystko w stanie idealnym.

Samochód pomimo 50 lat miał przebieg 11 tysięcy kilometrów. Jak to określił sprzedawca stan samochodu to „Concours Condition”. Śmiało można byłoby pojechać z tym samochodem na konkurs w Pebble Beach i zgarnąć wszystkie najlepsze nagrody.

Nie mogło się obejść bez zajrzenia pod maskę. Silnik zbudowany na bazie sześciocylindrowego bloku silnika z serii M od Toyoty Crown do którego Yamaha dołożyła dwu wałkową głowice pozwalając osiągnąć 150 koni mechanicznych.

 

Moja rozmowa na temat tego samochodu mogła by trwać w nieskończoność jednak pomyślałem, że trzeba już iść i nie zawracać nie potrzebnie głowy ludziom pracującym w tym miejscu. Podziękowałem i pożegnałem się.

 

Świat nie jest czano-biały i takie wizyty też nie są tylko dobrą rzeczą. Sprawiają, że człowiek uzależnia się od takich przygód i fajnych samochodów. Dlatego też jeżeli kiedykolwiek będziecie planowali wizytę w Tomini Classic pamiętajcie o jednym.

 

Ostrzegam was, że jeżeli kochacie klasyczną motoryzacje zostawicie tam serce i po powrocie do domu założycie sobie świnkę skarbonkę do której będziecie zbierać na jeden z takich samochodów. Ja na swojej napisałem – „Toyota 2000GT”

Jeżeli podobają ci się moje wpisy zapraszam do polubienia mojego profilu na facebooku aby być na bieżąco z kolejnymi rzeczami które publikuje. Link: https://www.facebook.com/130rflavor/

 

Paweł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.