Jeden dzień w Warszawie – Ardor Autions i Rajd Barbórki

Nie ukrywam ale jeżeli ktoś mnie rozpozna to jest to osoba która czytała któryś z moich wpisów o przygodach w Japonii lub Dubaju. To one przyniosły najciekawsze jak do tej pory historie. Oczywiście mają one swój minus – są dosyć kosztowne. Częściej jednak planuje wyjazdy budżetowe które nie nadwyrężają tak portfela. Taki był chociażby mój ostatni wyjazd do stolicy naszego kraju.

Planując wyjazdy nawet do innego miasta to ścieżka przygotowań jest taka sama jak w przypadku dalekiej podróży. Gdzie chce jechać, co chce zobaczyć, ile mogę przeznaczyć na to pieniędzy i ile mogę spędzić tam czasu.

Jako, że przysługiwał mi jeden dzień urlopu za prace w weekendy wiedziałem, że najlepiej będzie go wykorzystać w któryś piątek lub poniedziałek. Tak wiec szukając inspiracji gdzie mógłbym się pojawić nie nadwyrężając za bardzo budżetu przed zbliżającymi się świętami znalazłem niesamowitą okazje. Dwa skrajnie różne wydarzenia motoryzacyjne odbywające się tego samego dnia w Warszawie. W niecałe 24 godziny później urlop był zaakceptowany, bilety na pociąg kupione i plan wyjazdu gotowy.

Pierwsze miejsce które odwiedziłem to Ardor Autions. Cześć z was pewnie kojarzy, że to pierwszy dom akucjuny zajmująca się licytacjami klasycznych samochodów (i nie tylko). Już wcześniej chciałem odwiedzić poprzednie edycje tych wydarzeń ale zawsze coś mi wypadało w wcześniejszych terminach.

Cieszę się, że w końcu udało mi się znaleźć na tym wydarzeniu, porozmawiać z organizatorami o tym jak wygląda rynek aut zabytkowych w Polsce oraz usłyszeć o ich doświadczeniach z prowadzenia takich aukcji w naszym kraju.

Przejdźmy jednak do samochodów które na początku grudnia trafiały pod młotek bo było co oglądać. Nie były to może modele które mnie przyprawiały o szybsze bicie serca ale na pewno nie można było narzekać na nudę.

Co pierwsze rzuciło się w oczy to duża ilość mercedesów które były dostępne w sprzedaży. Od youngtimera czyli SL500 (generacja R129) aż po 220 Cabriolet Typ B z lat 50.

A pomiędzy nimi modele które częściej spotykaliśmy na naszych drogach jak chociażby popularna beczka czy też jej poprzednik w naprawdę niesamowitym stanie technicznym jak i nie banalnej wersji wyposażenia.

Prócz tego kilka egzemplarzy volvo w tym kultowe P1600 kojarzone z brytyjskiego serialu telewizyjnego „Święty” w którym główną role grał Roger Moore.

Pozostając w klimatach brytyjskich fajną okazją było zobaczyć obok siebie dwie różne generacje mini coopera. Ciekawym doświadczeniem było porównać wielkość tych samochodów i to jak mini od BMW urosło w stosunku do oryginału.

Nowoczesne mini nie przypadkiem znalazło się na aukcji. Była to limitowana bardziej sportowa edycja John Cooper Works. Miałem przyjemność prowadzić Coopera S i już w takiej konfiguracji ten samochód jest gokartem dopuszczonym do ruchu ulicznego. Chciałbym kiedyś przekonać się co ta ponad 200 konna wersja potrafi.

Drugim wydarzeniem tego dnia był trening przed Rajdem Barburki. Tak jak lubię klasyczną motoryzacje i mogę podziwiać stylistykę która już nie powróci do samochodów z różnych względów tak ryk silników jest dla mnie czymś bardziej ekscytującym.

Tak wiec z czystego spokojnego parkingu podziemnego znalazłem się na zaśnieżonym torze na Bemowie. Muszę przyznać poczułem się jak w raju. Emocje które panowały w parku serwisowym i odcinku testowym były podobne do tych których doświadczyłem na podziwianiu wyścigów torowych w Anglii.

Oczywiście nie mogłem przepuścić okazji zobaczenia Fiesty WRC w najnowszej specyfikacji którą Kajetan Kajetanowicz jeździł podczas tego rajdu. Ogromne poszerzenia sprawiały, że fiesta którą codziennie gdzieś mijam w ruchu ulicznym z niewielkiego miejskiego auta stałą się niesamowitym potworem.

Cała masa rajdówek kręcących się w tym miejscu sprawiała, że nie wiedziałem gdzie patrzeć. Z jednej strony stoi Mistubishi Lancer, zaraz obok przejeżdża kultowa dla fanów JDMu Toyota Corolla AE86 przystosowana do rajdowej jazdy, a na dodatek gdzieś obok stoi zaparkowany Nowy Focus RS lub inne sportowe auto.

W tle dźwięk silników wydobywający się z wszelakiej maści rajdówek trenujących przed rywalizacją następnego dnia na ośnieżonej nawierzchni. Po tym doświadczeniu dodałem do swojej listy rzeczy do zrobienia odwiedzenie jakiegoś rajdu.

Tak wiec nawet z małym budżetem, nie wyjeżdżając daleko można przeżyć ekscytującą przygodę motoryzacyjną pełną niesamowitych samochodów. Zazdroszczę tym osobą co mieszkają w Warszawie bo mają takie wydarzenia pod nosem. Z drugiej jednak strony lubię podróżować wiec wyjazd do stolicy jest dla mnie podróżą podczas której można podziać piękno motoryzacji, a zarazem nie wymagają tak wielkich nakładów finansowych.

Zapraszam do oglądania dodatkowych zdjęć poniżej oraz odwiedzania mojego profilu na facebooku: 130Rflavor

Paweł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.